poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Z dalekich wypraw #4 Five o'clock. Tart time!

W lodówce zalegała mi kostka twarogu. A dawno nie piekłam nic słodkiego. Tak sobie pomyślałam, że weekend to odpowiednia pora, aby nadrobić zaległości. Mało być szybko, mało być smacznie! Dlatego znowu tarta. I znowu biała. I prawdziwie angielska. Tarta, której nie powstydzi się Królowa. Omomom!


1 czubata szklanka mąki pszennej
75g zimnego masła
1 jajko
1 opakowanie cukru waniliowego
szczypta soli

30dag twarogu (tłustego)

1 jajko
50g cukru
30g masła
łyżeczka gałki muszkatołowej (dodatkowo do oprószenia)
garść rodzynek

***


Mąkę przesiałam do dużej miski. Dodałam jajko, cukier, sól i pokrojone w kostkę masło. Szybko zagniotłam ciasto, które zawinęłam w folię i wstawiłam na 30min. do lodówki. Po schłodzeniu rozwałkowałam (najlepiej między dwoma foliami, wtedy nie przykleja się do wałka) i wyłożyłam nim formę na tartę. Nakłułam widelcem i podpiekłam (w nagrzanym już piekarniku 150st.) przez 15min. 

Twaróg rozkruszyłam w misie, dodałam pozostałe składniki nadzienia i zmiksowałam. Na koniec dorzuciłam rodzynki i wymieszałam wszystko łychą. Całość wylałam na podpieczoną podstawę, wierzch oprószyłam gałką muszkatołową i z powrotem wstawiłam do pieczenia na 30-40min.

2 komentarze:

Jeśli już zbłądziłeś w bastaleny strony, jesteś o komentarz mile poproszony ;)

Drogi "Anonimie" Ciebie też nie minie. Wpisz, proszę, w komentarzu chociaż swoje imię ;)