Pokazywanie postów oznaczonych etykietą maksimum możliwości. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą maksimum możliwości. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 13 lipca 2014

Długo robiona tarta, bardzo szybko zżarta. Niedziela na Sommarøy

Czy uwierzycie, że z tą tartą walczyłam cztery godziny, chociaż przepis zamyka się w jednej? Ściślej mówiąc nie z tartą, a z Młodym, który postanowił, urządzić wieczorny koncert. Bez Mamy nie usnę. No to hop, cyca w paszczękę. Ale niestety tym razem to nie pomogło. Sprawę zakończyło lulanie i mizianie. A tarta robiła się z przerwami. Za to w jakich okolicznościach przyrody zżarta. Spójrzcie...

poniedziałek, 7 lipca 2014

Żurawinowa wieża Pana Kejka

Wydaje mi się, że sytuacja z Młodym już nam się ustabilizowała. Oczywiście miewamy jeszcze takie chwile, że nie wiemy, o co kaman, ale dostaje wtedy cyca i jest spokój ;) Małymi kroczkami staram się powrócić do starych nawyków kulinarnych i pichcę coś więcej niż tylko twarożek z Biedry albo zupę z gwoździa. Po szalonych dwóch miesiącach mam w końcu czas, aby spokojnie delektować się śniadaniem, a nie jak do tej pory żyć miłością do Pępka i Stwórcy. Zaczynam też pomału wprowadzać do posiłków "zakazany owoc". Jeśli Młodego wysypie po dzisiejszej kolacji, to będzie Żura wina i pana Kejka, a nie Matki- Wariatki... ;)

wtorek, 15 kwietnia 2014

Ukoronowanie rozedrganego dnia

Nie ze względu na skład, ale na ciekawy kształt, pokusiłam się po raz drugi na domową pizzę. Poza tym miałam dziś mało czasu na pichcenie, byłam w rozkroku między lekarzem a położną, więc pizza sprawdziła się idealnie. Pomysł wyszperałam tutaj. Autorka zachwala ciasto. I ma rację, bo jest po prostu genialne! Rzeczywiście przyjemnie się z nim pracuje. Od dziś to mój nr 1 wśród ciast na pizzę.

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Z dalekich wypraw #4 Five o'clock. Tart time!

W lodówce zalegała mi kostka twarogu. A dawno nie piekłam nic słodkiego. Tak sobie pomyślałam, że weekend to odpowiednia pora, aby nadrobić zaległości. Mało być szybko, mało być smacznie! Dlatego znowu tarta. I znowu biała. I prawdziwie angielska. Tarta, której nie powstydzi się Królowa. Omomom!

piątek, 21 marca 2014

Co do gara? Może carbonara!

Pizza na cieście własnej roboty. Moja pierwsza. Wcześniejsze, które pojawiały się na blogu, trochę z lenistwa, a trochę z pośpiechu, robiłam na sklepowych spodach. Sentymentalnie i eksperymentalnie wypróbowałam przepis na pizzę carbonara, którą miałam okazję zajadać się z Martą z Inspiracji w Pizza Hut.  

sobota, 22 lutego 2014

Bałagan na talerzu czyli czyszczenie lodówki przed wyjazdem

Sobota jest dniem, w którym folgujemy sobie ze spaniem. Z tej racji granica między śniadaniem, a obiadem nieco się zaciera. Z reguły menu siedzi mi w głowie już wcześniej (w myśl zasady przezorny zawsze ubezpieczony), jednak zanim się ogarnę i zacznę pichcić, mały wielki głodek daje o sobie znać. W takie dni najlepiej sprawdzają się najprostsze rozwiązania. Jedno z nich przedstawiam poniżej.

sobota, 18 stycznia 2014

Gratin... Gratin... I feel you

Po zakręconym tygodniu sobota z nieskomplikowaną zapiekanką ziemniaczaną. Naszym żołądkom przydało się trochę odpoczynku od niekoniecznie zdrowych posiłków w biegu (coś za coś), a mnie od stania przy garach. Bowiem zapiekanka jest z serii: swoje odczekasz, a nie pożałujesz! Ojj, dodatkowo dostało się dziś nosom. Już dawno nie były tak mile połechtane.  

poniedziałek, 21 października 2013

Najprostszy z najprostszych czyli najlepszy z najlepszych

Pam, pam, param czyli gotowania z Margarytką ciąg dalszy. Tym razem skusiła mnie mega prostym w przygotowaniu chlebem pszenno- żytnim. Niebo w gębie... tylko nie wiem czy to przez ten genialny przepis czy ja taka zdolniacha jestem ;)



2 szklanki mąki pszennej
1 szklanka mąki żytniej
paczuszka świeżych drożdży
1,5 szklanki letniej wody
2 łyżki mleka
2 łyżeczki cukru
2 łyżeczki soli
płatki owsiane do posypania

Jak zawsze na początku jest rozczyn (mleko, cukier, drożdże). Po mniej więcej 10-15 min. kiedy zaczął już buzować dodałam go do obu mąk, soli i wody. Wszystko razem wyrobiłam, po czym pozostawiłam w misce wysmarowanej olejem na ok. 40 min. do wyrośnięcia. Foremkę (33x11cm) wysmarowałam masłem i przełożyłam do niej ciasto na kolejne 40-to minutowe wyrastanie (oba oczywiście w cichym, ciepłym miejscu). Piekarnik rozgrzałam do 200st. Wierzch ciasta delikatnie zwilżyłam wodą oraz posypałam płatkami owsianymi. Wstawiłam do piekarnika na 15 min., po czym temp. zmniejszyłam do 150st. i piekłam do pełnej godziny. 
Gotowy chleb wystudziłam. 






























-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Powiązane posty:

środa, 9 października 2013

We are the... champignons

Ciasto drożdżowe doskonale sprawdza się także w wersji wytrawnej. To oczywiście żadna nowość, bo każda pizza jest tego doskonałym przykładem. Dzisiejsza moja propozycja to takie mini- pizzerinki z farszem typu "co w lodówce miałam" ;) 

Drożdżówki z pieczarkami

Rozczyn drożdżowy: 2 łyżki letniego mleka, 20 g drożdży,1 łyżeczka cukru
(z w/w składników zrobić rozczyn, pozostawić na 15 min. do wyrośnięcia w ciepłym miejscu)

Ciasto: 1,5 szklanki mąki, 1 szklanka letniej wody, 1 łyżka roztopionego masła, 1 łyżeczka soli, rozczyn drożdżowy
Ze składników wyrobiłam miękkie i elastyczne ciasto, które odstawiłam do wyrośnięcia na 1h. 

Farsz: pomidory w oliwie, pieczarki, kukurydza, pieprz, sól, bazylia
Pieczarki pokroiłam na drobno i podsmażyłam na oliwie z pomidorów. Doprawiłam solą, pieprzem oraz bazylią. Dobrze, aby pieczarki wypuściły jak najwięcej wody. Na koniec smażenia dodałam pokrojone pomidory i kukurydzę. Pozostawiłam do wystudzenia. 

Wyrośnięte ciasto rozwałkowałam na placek o grubości ok. 1 cm, z którego powycinałam koła o wielkości ok. 5 cm. Każde ułożyłam na papierze do pieczenia na blasze i pozostawiłam do wyrośnięcia jeszcze na ok. 30 min. Następnie w każdym placku zrobiłam wgłębienie, które uzupełniłam farszem pieczarkowym. Brzeg ciasta posmarowałam roztrzepanym jajkiem. Wszystko ostatecznie posypałam jeszcze odrobiną bazylii i wstawiłam do piekarnika na 15 min. w 180st. 


Świetnie sprawdzają się jako przekąska

poniedziałek, 23 września 2013

Rogaliki drożdżowe z budyniem kokosowym

Czy ja mówiłam, że nie lubię piec??? Tiaaa... Cofam co powiedziałam, przynajmniej na ten jeden raz. A może na 16 razów tzn. rogalików ;) Początkowo miałam ściśle trzymać się zapożyczonego przepisu i zrobić rogaliki z dżemem. Ale moja daleko posunięta ostatnio fantazja kulinarna podsunęła mi pomysł na

Rogaliki drożdżowe z budyniem kokosowym

Dziś nietypowo zaczynamy od końca...

Budyń kokosowy:

1 szklanka mleka
2 łyżki mąki
1 łyżka cukru
1 łyżeczka masła
wiórki kokosowe

Mleko podzieliłam na 2 części- pierwszą zagotowałam z masłem i cukrem, drugą połączyłam z mąką i wiórkami. Gdy mleko nr 1 zaczęło się gotować, dodałam mleko nr 2 i cały czas mieszałam, aż do uzyskania gładkiej masy. Wystudziłam. 
                                                                                                            
Ciasto:

20 g drożdży
1/4 szklanki mleka
1 łyżka cukru
250 g mąki tortowej
50 g miękkiego masła
1 jajko

(na 16 szt.)

Drożdże rozpuściłam w letnim mleku i pozostawiłam do wyrośnięcia. Masło połączyłam z mąką, jajkiem, cukrem i wyrośniętym zaczynem. Zagniotłam ciasto. Krótki oddech... i lecimy dalej. Ciasto podzieliłam na 2 części i każdą z nich rozwałkowałam na kształt koła (bliżej mu raczej było do kwadratury koła ;) Podzieliłam na 8 trójkątów. Na każdy nałożyłam po łyżeczce budyniu i zwinęłam, zaczynając od dłuższego końca, szpic ciasta zgodnie z przepisem podwinęłam pod spód. Pominęłam motyw z roztrzepanym jajkiem i wstawiłam do rozgrzanego piekarnika (170 st. z termoobiegiem) na 15 min. 


Wyszły małe karykaturki rogalików :D :D :D 
Do ideału daleko, ale jak na pierwszy raz i tak nie jest źle. Po 1. nadzienie było zbyt miękkie i rogaliki przy zwijaniu spłaszczały się za bardzo. Po 2. jakby ich szczelnie nie zawinąć, to budyń wyciekał w trakcie pieczenia. Ale i tak są pyszneeee!!!

niedziela, 22 września 2013

Minimum składników, maksimum możliwości #1

Ptysie to chyba jedyne ciastka, które kojarzą mi się z dzieciństwem. Pamiętam jak jako mała dziewczynka, zajadałam się ptysiowymi łabądkami, które wtedy wydawały mi się słodkim arcydziełem. Teraz będąc dużą dziewczynką, mogę je wykonać sama, bo są banalnie proste ;) 


Podstawa to ciasto:

ptysie wyrabiane są z ciasta parzonego, na które składają się: mąka, masło, woda, jajka, szczypta soli

Przygotowanie ciasta:
  • wodę i masło podgrzać w rondelku, doprowadzając do zagotowania
  • dodać mąkę, mocno mieszając, aż do uzyskania jednolitej, jasnej masy
  • do wystudzonej masy dodać pojedynczo jajka, cały czas mieszając 

Ważne!
  • ciasto nakładać na blachę w sporych odstępach, gdyż mocno rośnie w trakcie pieczenia
  • ciasto ptysiowe nie lubi powietrza, dlatego w trakcie pieczenia nie otwierać piekarnika!
  • idealnie upieczone ptysie po wystudzeniu i przecięciu wszerz posiadają miejsce na nadzienie

Ptysie, tak jak te na tartę, można wykorzystywać na słodko i wytrawnie. Grysik ptysiowy sprawdza się jako dodatek do zup- kremów. 

Ptysiowe wypieki na blogu już niebawem