Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przystawka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przystawka. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 25 stycznia 2016

Pomarańczowy sos tahini i AKCJA KULINARNA

Zacznijmy ten tydzień od czegoś zdrowego, a jednocześnie smacznego i interesującego. Oto najprostszy na świecie makaron z sosem, którego wykonanie chodziło mi po głowie już od jakiegoś czasu. Przy okazji dzisiejszego wykonania spróbuję Was przekonać, że brak czasu w kuchni nie istnieje. Należy jedynie dobrze wykorzystać ten, który się ma. Nawet jeśli jest to tylko kilka minut.

niedziela, 13 września 2015

I z gruszki, i z pietruszki

Trochę mnie nie było, ale już nadrabiam zaległości. Wraz z nastaniem pierwszych szaro- burych dni, zabrałam się za odgruzowywanie tego bloga. Tego ponieważ jak wiecie działam jeszcze na Owsiance. Na sam początek zapraszam na rozgrzewającą zupę krem z pietruszki. 

piątek, 21 listopada 2014

5 na 8 czyli tym razem nie zapomniałam karteczki

Jak ja lubię takie dni jak dzisiejszy. Chociaż minął jak z bicza strzelił.
Gizmo nie grymasił. I dał się do ósmej wyspać.
Nie zaznawszy już dawno takiego luksusu. Postanowiłam śniadaniem powalczyć w Margarytkowym konkursie. Uzbrojona w mannę. Cudo uczyniłam. Fotę cyknęłam. Zjadłam. I zapomniałam... o karteczce. Smuteczek. Ale nie na długo, gdyż...
Stuk. Puk. Do drzwi. Mile zaskoczona przez kuriera. "Moje wypieki", o których pisałam wczoraj. Stały się namacalnie moje. Yupi!
Potem ten fantastyczny, oczyszczający obiad. I pamiętałam tym razem! Karteczka jest ;)
Aż szkoda tak pięknego dnia. Bo nim zdążyłam się obejrzeć. Ciemność nas otoczyła. I Morfeo do snu zaprasza.

poniedziałek, 27 października 2014

Pomidorowy poniedziałek inaczej [konkurs]

Normalnie po niedzielnym rosole następuje pomidorowy poniedziałek. Normalnie. Ale nie tym razem ;) Dziś zmyliłam przeciwnika. Zaryzykowałam.
Szukając inspiracji na pomidorowo- bazyliowy serek, który cierpliwie czekał na ten moment, przypomniałam sobie... 
Jakiś czas temu podczas gofrowego piątku u Stwórcy, menago siorpał zupę. Początkowo myślałam, że to jakiś sproszkowany syf. Ale nie! Zwiedziona zapachem, podpytałam. 
Rozemocjonowany z łamaną angielszczyzną niemalże wygestykulował mi każdy ze składników. Po kilku unikach. Misiaczkach. I lewych sierpowych. Uff! Udało się! Miałam przepis!
Kartoflowy nos podpowiadał mi, że serek odda swe serkowe istnienie w słusznej sprawie. 
Szybko. I pysznie ;)
I nie pomylił się...

piątek, 24 października 2014

Zupę z przestworzy do konkursu się tworzy

W czasie lotu ludzie się nudzą. Normalne to. 
No, chyba że są to pasażerowie wiadomego pochodzenia. Latający tanimi liniami. Syndromem dnia poprzedniego. Ze skłonnością do nadmiernego odwodnienia. Gadania bez skrępowania. Z przeświadczeniem, że się ich nie słyszy. I nie rozumie. Ha!
Jak już się człowiek nałyka śliny. Opanuje nudności. I wyrzuci z pamięci pierwszą część "Oszukać przeznaczenie". Zaczyna czytać pokładowe pisemka. I czasem coś pożytecznego wyczyta. Pomysł na obiad, na przykład. Taki jak ten.

wtorek, 14 października 2014

Dziwne? Ale zjadliwe #8 Kaszka na szynce czyli black pudding po szwajcarsku

Nie brakowało Wam mnie? Bo mnie bastaleny, bardzo! 
A plan był prosty. Wyjazd totalnie bezlapkowy. Więc fajsbuczkowe niusy omijały mnie szerokim łukiem.
Prawie tak szerokim jakim Gizmo przemierzał przestrzeń powietrzną na babcinych ramionach. Czym nasze rodzicielskie wychowanie zostało celnie zestrzelone. Posłane w kosmos z biletem w jedną stronę. Ech... te babcie ;)
Kulinarnie? Nie robiłam nic. Za to teraz nadrabiam zaległości.
Chociaż zaraz. Było sushi. Pochwalę się. Ale później. Bo osiągnęłam kolejny poziom wtajemniczenia. Zrolowania.
A póki co polsko- szwajcarskie podjadanie.

wtorek, 2 września 2014

Ozdobniki. Ogarniam sprzęt Stwórcy

bastalenowe różowe okulary ustąpiły miejsca marchewkom. Nie sądziłam, że kiedyś to nastąpi, chyba się starzeję. Na blogu zaś witam mielonymi kulkami. Super! A gdzie przepisy na te cuda? Cuda nie cuda, ale jestem z nich dumna. Nie tylko kulinarnie.


wtorek, 26 sierpnia 2014

Z dalekich wypraw... #8 Teraz Polska. Przepis Ślązaków na polewkę z raków

Koniec z rakami. Za każdym razem, gdy walczę z "czymś" podobnym, powtarzam sobie, że to ostatni raz. Aż znowu kupujemy coś głupiego i znowu zostaję z tym sama, a Stwórca tylko palce oblizuje. Albo jęczy, że wydumka. Wtedy wiem, żeby uczyć się na własnych błędach. Poprawić przepis albo ponownie nie robić. Ot, taka filozofia. Pierwsze podejście do raków okazało się porażką. Masochistycznie zdecydowałam się na drugie.

wtorek, 19 sierpnia 2014

Z dalekich wypraw... #7 Postcard from Dauphiné. PRIORITAIRE!

"Nawet tak skromne warzywo może stać się przysmakiem, jeżeli przygotujemy je na francuski sposób. Niczym nieograniczona wyobraźnia Francuzów sprawia, że w ich kuchni można przyrządzić jajko na tysiąc sposobów i na tyle samo przygotować ziemniaki, tworząc z nich niemal pełnowartościowy posiłek" (J. Child).

czwartek, 14 sierpnia 2014

Sezon na... #6 Kukurydza. Tacos rzecze Cejrowski. A ja Wam kit wciskam. Zwariowałam!

"I rzecz najważniejsza ze wszystkich: jak się nie doda ostrego, czyli salsy meksykańskiej, to zaraz będzie bolał brzuch. A jak się doda ostrego, to brzuch nigdy w życiu nie zaboli i nie będzie zemsty Montezumy. Zasada podstawowa- jedz to co oni, tylko od początku do końca. Jak na początku jest wieprzowina i tortilla, a na końcu salsa, to nie można tego fragmentu omijać, bo się człowiek struje...".

Aż tak ostro nie będzie. Ale będą tacosy. Będzie kukurydza. Chyba trochę Meksyku w zupie przemyciłam?

niedziela, 3 sierpnia 2014

MY BONES ARE ROCKIN'. Obiad w kolorach body

Każda przyszła mama przechodzi "ten" etap w swoim życiu. Wyprawka dla dziecięcia. Pierwsze ciuszki i te sprawy. Mnie też wzięło. Chociaż wszystkie moje koleżanki, mama i ciocie mówiły, żebym nie przesadzała, bo dziecko szybko wyrośnie i niektórych rzeczy pewnie nawet nie zdąży ponosić. Ojciec co rusz to odbierał paczki od listonosza, a Mama śmiała się , że będę Młodego pięć razy dziennie przebierać. Ale przyszłej mamy nic nie odwiedzie. Jak się uprze, to nie ma zmiłuj. A uparta matka, to konsekwentna matka. 

wtorek, 29 lipca 2014

Sezon na... #5 Zielony groszek. Na Durszlaku

Postanowiłam. Jestem na Durszlaku. Tzn. jeszcze nie wiem czy jestem, bo nadal czekam na potwierdzenie przyjęcia. Mają sprawdzić, czy mój blog odpowiada ich wymogom. No, kulinarny jest, a że czasem skrobnę coś o Młodym, to już inna bajka. Póki co zostawiam Was z groszkiem. Spieszcie się, bo sezon krótki!


czwartek, 24 lipca 2014

Co do chleba? #3 Pesto z (u)palonym słonecznikiem made by Lucjan

Zachciało mi się pesto do obiadu. Znowu ze słonecznikiem, tyle że tym razem zielone. Zaczęłam robić. Słonecznik wylądował na patelni, do lekkiego prażenia. Młody mnie zagadał, a ja wdałam się w rozmowę. Po chwili poczułam dziwny swąd dochodzący z kuchni. Oooo! I tak oto mam pesto z... palonym słonecznikiem. Wyraziste w smaku ;)

środa, 23 lipca 2014

Sezon na... #4 KALAFIORowe fochy

Basta! Ja jak nie lubię jak mi się chłop do garów wtrąca! Ja mu śrubek w garażu nie układam. Nawet kiedy robi to w dobrej wierze, zawsze mam total zdenerwowania. Kuchnia to mój "garaż" i ja tu rządzę! Kością niezgody jest nieszczęsny kalafior niezgody, zalegający w lodówce, którym to dziwnym zbiegiem okoliczności, zainteresował się Stwórca. Musiałam coś szybko z nim zrobić. To jak szybko, to może tak!

czwartek, 17 lipca 2014

Mój pierwszy krem

Pomału wracam do starych nawyków żywieniowych. Po żurawinie wysypu nie było, to próbujemy dalej. A dalej taka zupa. I mój pierwszy krem. Plus bagietka czosnkowa. O, jak mi tego brakowało! A jutro się okaże, czy nie namieszałam w jelitkach Młodego. Dla złagodzenia z dużą ilością koperku. Uwielbiam!

niedziela, 13 lipca 2014

Długo robiona tarta, bardzo szybko zżarta. Niedziela na Sommarøy

Czy uwierzycie, że z tą tartą walczyłam cztery godziny, chociaż przepis zamyka się w jednej? Ściślej mówiąc nie z tartą, a z Młodym, który postanowił, urządzić wieczorny koncert. Bez Mamy nie usnę. No to hop, cyca w paszczękę. Ale niestety tym razem to nie pomogło. Sprawę zakończyło lulanie i mizianie. A tarta robiła się z przerwami. Za to w jakich okolicznościach przyrody zżarta. Spójrzcie...

niedziela, 1 czerwca 2014

"Kupa Trupa" czyli wojownicze burgery Ninja

Zawsze myślałam, że burgery to takie nudne danie. Upitulić, zjeść, strawić. No to Misio podrzucił pomysła. Wydał mi się ciekawy. Zwłaszcza ta spolszczona nazwa =Kupa Trupa= brzmiała zachęcająco. To chyba z jakiejś gry. Zupełnie nie wiem o co kaman, ale obiad na dziś już mam! - pomyślałam w pierwszej chwili. Zwłaszcza dzisiaj! Bo każdy ma w sobie coś z dziecka. U mnie w wersji light.

sobota, 17 maja 2014

"Łatwiej powietrze, dzielić na dwa"

Przepis ten podpatrzyłam gdzieś, kiedyś w internetowej czasoprzestrzeni i wiedziałam, że prędzej czy później go zrealizuję. Na specjalną okazję oczywiście. A czy może być bardziej specjalna niż przylot Misia do Nas? Już chyba bardziej specjalnie się nie da. Zatem "zniewoliłam" mielone, bo takie same już mi się znudziły. No i oko jest czym nacieszyć ;)

wtorek, 13 maja 2014

Podrap się po brzuszku, mój Ty łakomczuszku!

"Łosiujemy" z Młodym ostro. Chyba przez całe swoje życie nie zjadłam tyle łososia, co w czasie ciąży. Ale z dwojga złego lepiej w tę stronę niż w śledzie! Kto wie, może wyrośnie z niego jakiś hodowca... wiadomo czego ;) Poza tym należała nam się dziś dobra kolacja, bo "groził" nam przedwczesny szpital. Ech, ta mama taki nerwus... Byle do piątku, a potem już może być nas troje. Piętka dla Taty :*

niedziela, 4 maja 2014

Na mamusinym wikcie czyli najlepsza pomidorowa na świecie

Pomidorówka na blogu gościła do tej pory w dwóch wariacjach, na słodko-orientalnie i ostro. Jaka by nie była pozostanie jedną z moich ukochanych zup. I nie ma w tym żadnej przesady. Serio! Do dziś wspominam z rozczuleniem jak rodzice szykowali się na weekendowe najazdy córki z uczelni i rozpieszczali mnie właśnie pomidorową. Ledwo wyjeżdżałam z domu, a ojciec dzwonił i pytał, co ma być następnym razem. A ja zawsze uparcie twierdziłam, że... POMIDOROWA! I tak mi zostało do dziś.