Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kolacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kolacja. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 24 listopada 2014

Kasza jest dobra na wszystko. Bezmięsny poniedziałek #3

A gdyby tak zafundować sobie kaszodzień? 
Śniadanie. Manna latte. Lunch. Kuskusianka. Obiad. Bulgur 5 smaków. Kolacja. Kaszopasztet.
Można? A kto mi zabroni...
Kolejny poniedziałek bez mięsa. Z kaszą w tle.


poniedziałek, 17 listopada 2014

Love me tender, love me sweet. Love me... without meat!

Wszystko zaczęło się od owsianki. 
Wstałam rano i zapałałam ochotą na banana. Hmm, trochę to zabrzmiało. 
Owsianka, banan i... no właśnie. Gruszka zjedzona. Jabłko dla Gizmola. Truskawki wylądowały wczoraj w cieście.
Otworzyłam ponownie lodówkę. I... uśmiechało się do mnie. Wołało. Zjedz mnie! 
Masło orzechowe. Taaak! Dopełniło pustą fałdkę w mych bioderkach. 
A później się doczytałam, że podobną kombinację, tyle że w tostach, stosował Król Presley. Stąd ta nazwa. 
I raz na jakiś czas funduję ją sobie na śniadanie. Wraz z setkami pustych kalorii. I energią na cały bezmięsny dzień. 

sobota, 15 listopada 2014

Sobota z jajem #7 No galette. No bretonne. Ale jajo sadzone!

No, Adasiu powiedz, co chciałbyś zjeść na obiad? Możesz wybrać sobie potrawę na jaką masz apetyt. 
Z natury jestem bardzo łakomy, więc propozycja pana Kleksa ucieszyła mnie ogromnie. Długo zastanawiałem się nad tym, na co mam apetyt i wreszcie wybrałem sobie omlet ze szpinakiem. 
Pan Kleks natychmiast porwał w dłoń pędzel. Umaczał go w rozmaitych farbach i łącząc je w odpowiedni sposób, namalował omlet. Potem szpinak. Wrzucił do środka promyk świecy. 
Po czym zręcznie wyłożył go na talerz, mówiąc: Myślę, że mój omlet będzie Ci smakował.

poniedziałek, 10 listopada 2014

Gotowanie to wyzwanie, czyli poniedziałek bez mięsa

Bardzo chciałam stworzyć całodzienne, bezmięsne menu. Na prawdę! Wykazać się. I przekonać jednocześnie czy obiad bez schabowego. Jajecznica bez kiełbaski. Baa, najzwyklejsza kanapka z pasztetem bez pasztetu ma u mnie rację bytu.
Jednak mój bezzębny Zombiak skutecznie mi to zadanie utrudnia. 
Po wielkich bojach udało mi się stworzyć dwa skrajne dania. W ciągu jednego dnia. Woow! Śniadanie i kolację. 
Pierwsze to zasługa Morfeusza. I mikrofali. Drugie, Stwórcy i piekarnika. Ha!
Ale bawię się dalej...
Do zobaczenia za tydzień :)


sobota, 27 września 2014

Podryw kontrolowany

Najlepszy podryw jest na truskawki ...
Przecież w każdej porządnej komedii romantycznej On "upija" Oną truskawkami.
No, dobra. Tak na prawdę bąbelki z szampana uderzają im do głowy.
Chardonnay nie mam. Nie mam nawet Picolo. Ale poderwać Stwórcę spróbuję. Ulegnie?
W każdym razie fiku miku mocno kontrolowane, bo za ścianą Gizmol śpi...  ;) 

poniedziałek, 22 września 2014

Z chrzanem to nie ma nic wspólnego czyli słów kilka o tym jak zgłębiam tajniki japońskiej sztuki kulinarnej

Oswoiłam kolejną zmorę. I od razu się w niej zakochałam.
Czemu wcześniej nie wpadłam w jej sidła? 
Ze strachu. Że się nie uda. Że nie dobre. Że za dużo roboty. I w ogóle, że...
A tymczasem trzymając się kilku prostych zasad, i umiejętnie czytając instrukcje, wcale nie musi być strasznie. Niesmacznie. I trudno.
Wręcz przeciwnie. 
Trzeba uważać. Ta miłość uzależnia!

niedziela, 14 września 2014

Gotuj z... #1 Raz takie, a raz(owe) czyli ludzie blogi piszą, ludzie blogi czytają

Tytułem wstępu... późny obiad, albo wczesna kolacja, kojarzy mi się najczęściej z naleśnikami. 
To się zawsze sprawdza i wbrew pozorom nie zajmuje wcale tak dużo czasu. 
Mam swój sprawdzony, szybki przepis, 
Jednak czasem najdzie człowieka ochota na coś innego. 
Czasem mała pierdoła wystarczy, aby danie nabrało nowego smaku. 
Ale zanim pogotujemy, poczytacie skąd pomysł. Na naleśniki. Na bloga. I na nową serię. 
Mam nadzieję, że się przyjmie. Pozytywnie. Nie inaczej ;)


sobota, 6 września 2014

Co do chleba? #5 Merci monsieur Pasteur!

Zachciało mi się domowej kanapki. Ale nie jakiejś tam współcześnie wybajerzonej. Porośniętej zieleniną. Ze sklepową padliną. Zachciało mi się takiej jaką babcia robiła, kiedy jeździłam do niej na wakacje. Prostej. Pachnącej wspomnieniami. Zachciało mi się. I zrobiłam.


niedziela, 24 sierpnia 2014

Co do chleba? #4 Pasta na pożegnanie lata

Godzina szósta minut trzydzieści kiedy budzik z funkcją ciamkania rozwył się w niebo głosy. Nie ma litości, nawet w niedzielę. Chociaż nie powinnam narzekać, bo niejedna młoda matka wiele by oddała za w pełni przespaną noc. A ja tak od miesiąca mam :) Jak już wstałam i opróżniłam baniaki, przyszła pora na śniadanie. Ciężko było. Dopadła mnie niemoc twórcza. Zapewne przez to, że "Atlas kanapek świata" przeszedł mi koło nosa. Widać, zbyt wybajerzone te gofry były ;)

piątek, 22 sierpnia 2014

Na zdrowie! Skål! I toud in a hole

Dziecko wnosi radość w nasze życie. A jego narodziny są doskonałą okazją, by tę radość okazać. Mężczyźni, prości w swej naturze, czynią to w dość tradycyjny sposób. I najczęściej nie później niż w dobę po narodzinach. Najpierw muszą dojść do siebie po szoku poporodowym. Niezależnie od długości czy szerokości geograficznej świeżo upieczeni tatusiowe cieszą się tak samo. Nie ma znaczenia czy toast wznosi się żubrówką, okowitą, tequilą czy śliwowicą. Najważniejsze, by skutecznie. Stwórca na ten przykład wylądował na pogotowiu z kulasem w gipsie. Faceci, duże dzieci ;)


poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Dziwne? Ale zjadliwe #6 Niebo(RAKI) w gębie czy kulinarne rozczarowanie?

Czasem nas trzepnie i kupimy ze Stwórcą coś "głupiego" do jedzenia. A potem masz babo, głów się i kombinuj co z tym zrobić. Padło na raki. Na szczęście mrożone, bo żywych bym chyba nie ruszyła. Prędzej padłabym ja niż one. Przecież je się na żywca gotuje, łoo matko! No, ale co z tymi zrobić? Odpaliłam wirtualną książkę kucharską pod tytułem Google. Nasza polska kreaturka smaków poleca gotowane, z ziołami, a najlepiej z koprem, bez żadnych specjalnych ochów i achów. Okej, będą i takie, bo zapomniałam powiedzieć, że ja tych raków ze czterdzieści miałam. I co z tego?!

wtorek, 12 sierpnia 2014

Tarta Julii warta czyli o tym jak hejterzy otwierają oczy

Jakiś czas temu oburzony ANONIMOWY zarzucił mi brak kulinarnej wiedzy. Że niby nie wiem z czego się oryginalne kisz lotaryński robi. Ponadto dowiedziałam się, że karmienie piersią nie jest metodą antykoncepcyjną. Naprawdę?!? Troskliwy Anonim na koniec radził się dokształcić, nie wiem tylko czy chodzi o gotowanie czy o biologię? Chyba poproszę Stwórcę o wieczorne korepetycje z przystosowania do życia w rodzinie, bo taka niekumata jestem. Szkoda, że się człowieczek zapomniał podpisać, bo to trochę nie ładnie tak błotem bezimiennie obrzucać. A bloga piszę z przymrużeniem oka, Drodzy Czytelnicy ;)

sobota, 9 sierpnia 2014

Child time. Julia. A kisz mi stąd!

Jakkolwiek ten tytuł nie zabrzmiał, a połowa z Was nie zajrzała tu z ciekawości, od razu uprzedzam wszystkie pytania. Nie! Nie jestem w ciąży. Na razie to chyba średnio możliwe, zważywszy na fakt, iż Młody wypija ze mnie codziennie hektolitry białkowego koktajlu, czym blokuje moją owulację. A po drugie, tylko nie Julka. Na dziewczęcym rynku imion nawał ich. Zaraz obok Oliwek, Zoś i Natalek. No, właśnie, kiedyś to i nawet na Natalię bym się skusiła. Ale teraz, idąc za ciosem, fasolka XX staropolszczyzną dorównywać musi. Imiona Lucjan Leon przecież zobowiązują ;) A z Julią to ja sobie kisz zrobiłam. Z Julią Child oczywiście.

piątek, 25 lipca 2014

NEW IN! I grecka uczta

Chwalę się! Za fantastyczną cenę udało mi się nabyć tacę do smażenia, pieczenia etc. Jedyne 5 noków. Głupi to ma szczęście. Na pierwszy teflon poszły naleśniki. W końcu są takie jakie powinny być, czyli cienkie, zarumienione (a nie spalone) i dużeeeee. To dzisiaj obiad, trochę na grecką nutę. Zapraszam na ruloniki z fetą, szpinakiem i tzatziki. Pod beszamelem. Muaaa!

czwartek, 24 lipca 2014

Co do chleba? #3 Pesto z (u)palonym słonecznikiem made by Lucjan

Zachciało mi się pesto do obiadu. Znowu ze słonecznikiem, tyle że tym razem zielone. Zaczęłam robić. Słonecznik wylądował na patelni, do lekkiego prażenia. Młody mnie zagadał, a ja wdałam się w rozmowę. Po chwili poczułam dziwny swąd dochodzący z kuchni. Oooo! I tak oto mam pesto z... palonym słonecznikiem. Wyraziste w smaku ;)

wtorek, 15 lipca 2014

Midnight son

Dzień polarny ma to do siebie, że zegar biologiczny totalnie szaleje. Nie chce się spać, za to ciągle chce się jeść! Coś za coś ;) Nawet Młody od pewnego czasu wyznaję tę zasadę, czym sprawdza moją cierpliwość, wyrabia biceps- triceps oraz wysysa bimbały, aż do kręgosłupa. Dziś postanowił "zrobić" ze mną szybki chlebek bananowy. W sam raz na śniadanie. Może nawet o północy...

poniedziałek, 7 lipca 2014

Żurawinowa wieża Pana Kejka

Wydaje mi się, że sytuacja z Młodym już nam się ustabilizowała. Oczywiście miewamy jeszcze takie chwile, że nie wiemy, o co kaman, ale dostaje wtedy cyca i jest spokój ;) Małymi kroczkami staram się powrócić do starych nawyków kulinarnych i pichcę coś więcej niż tylko twarożek z Biedry albo zupę z gwoździa. Po szalonych dwóch miesiącach mam w końcu czas, aby spokojnie delektować się śniadaniem, a nie jak do tej pory żyć miłością do Pępka i Stwórcy. Zaczynam też pomału wprowadzać do posiłków "zakazany owoc". Jeśli Młodego wysypie po dzisiejszej kolacji, to będzie Żura wina i pana Kejka, a nie Matki- Wariatki... ;)

wtorek, 10 czerwca 2014

Nieprzepisowo #3 Powiedz mi co jesz, a powiem Ci czy spać będziesz

Po dziewięciu miesiącach totalnego, kulinarnego rozpasania, nastał czas wyrzeczeń i rosołków. Przekonałam się o tym już pierwszej nocy. Zaraz po opuszczeniu szpitalnej pryczy- smyczy wpierdzieliłam, aż mi uszy ze szczęścia klaskały, pół opakowania czekoladek! Oj, noc nieprzespana, na w pół czuwana była. A mama mówiła- "Ostra dieta teraz Cię czeka". Ale ja wiedziałam lepiej. No, to jak wiedziałam, tak nie spał(am) przez moją głupotę i łakomstwo. 

poniedziałek, 9 czerwca 2014

Dziwne? Ale zjadliwe #4 Ty, buraku!

Podczas karmienia piersią nie trzeba ograniczać się jedynie do gotowanej marchewki. Kolejnym bezpiecznym dla dziecka warzywem są buraki. Szczerze mówiąc nigdy wcześniej nie zwracałam na nie szczególnej uwagi. Raz od wielkiego dzwonu jakiś barszczyk lub starte buraczki się zjadło. Teraz ciut baczniej dobieram potrawy, które spożywam, bo wiem, że robię to nie tylko dla siebie. Poniżej propozycja sałatki, która i Tatusiowymi kubkami wstrząsnęła, namieszała ;)


niedziela, 1 czerwca 2014

The Very Hungry Caterpillar





Dziś bez górnolotnych wstępów... 

Z okazji Dnia Dziecka wszystkim Małym i Dużym Głodomorkom radości i samych beztroskich chwil :) 

A na śniadanie (kolację) zapraszam na zapiekaną gąsieniczkę ;)