Zawsze myślałam, że macierzyństwo przeorganizuje moje dotychczasowe życie o 180 stopni.
Jasne! Pierwszy miesiąc był totalną jazdą bez trzymanki. Gizmo przyssany do cycka. Gipsujący Stwórca. Moje poharatane bebechy.
Można było odnieść wrażenie, że teraz to już tylko gary, smoczki, puszcza kampinoska i kupa na czole.
A codzienna "monotonia" pryśnie niczym bańka mydlana.
Nic bardziej mylnego!
Dziecko wniosło zmiany w moje życie, nie neguję tego.
Ale nie na tyle, by je pod siebie podporządkować.
Ono je po prostu dopełniło i pozwoliło cieszyć się małymi szczęściami, których do tej pory nie dostrzegałam.