wtorek, 9 września 2014

Nieprzepisowo #13 Gdy emocje już opadną, cieszą nas zwykłe dni

Zawsze myślałam, że macierzyństwo przeorganizuje moje dotychczasowe życie o 180 stopni. 
Jasne! Pierwszy miesiąc był totalną jazdą bez trzymanki. Gizmo przyssany do cycka. Gipsujący Stwórca. Moje poharatane bebechy. 
Można było odnieść wrażenie, że teraz to już tylko gary, smoczki, puszcza kampinoska i kupa na czole. 
A codzienna "monotonia" pryśnie niczym bańka mydlana. 
Nic bardziej mylnego!
Dziecko wniosło zmiany w moje życie, nie neguję tego. 
Ale nie na tyle, by je pod siebie podporządkować. 
Ono je po prostu dopełniło i pozwoliło cieszyć się małymi szczęściami, których do tej pory nie dostrzegałam.

poniedziałek, 8 września 2014

Wilk syty i owca cała czyli wyprzedaże wszędzie wyglądają tak samo

Miniony piątek. Pismo z urzędu dostałam. Łoo, matko! 
Zrozumiałam, że trzeba się stawić i wyjaśnić. I dogadać ;) 
Zerwałam Lucjanka wczesnym rankiem. Mistrzu, o dziwo, nawet nie protestował. Zapakowałam go w Gizmowóz i w długą. 
Na moją zgubę urząd ten stacjonuje obok pewnego dyskontu. A tu 10 Kroners Marked jest! 
Oczy mi się zaświeciły. Paszczęka rozdziabiła. 
Urząd nie zając, nie ucieknie. A kiełbachę wykupić mogą!

sobota, 6 września 2014

Co do chleba? #5 Merci monsieur Pasteur!

Zachciało mi się domowej kanapki. Ale nie jakiejś tam współcześnie wybajerzonej. Porośniętej zieleniną. Ze sklepową padliną. Zachciało mi się takiej jaką babcia robiła, kiedy jeździłam do niej na wakacje. Prostej. Pachnącej wspomnieniami. Zachciało mi się. I zrobiłam.


środa, 3 września 2014

Pierwsze rocznice. Pierwsze kwaśnice. Pierwsze połom bicie.

Każdy z nas ma takie swoje małe święta, które po cichu obchodzi. Rocznice, o których skrycie pamięta. Powody mogą być różne. Może to być skojarzenie z miejscem, osobą, potrawą, wydarzeniem, pierwszym razem i nie mam na myśli tylko "tego" pierwszego razu. Ostatnio sobie uświadomiłam, że wrzesień jest dla mnie takim rocznicogennym miesiącem. Parafrazując klasyka, to w tym miesiącu wszystko się zaczęło. 


wtorek, 2 września 2014

Ozdobniki. Ogarniam sprzęt Stwórcy

bastalenowe różowe okulary ustąpiły miejsca marchewkom. Nie sądziłam, że kiedyś to nastąpi, chyba się starzeję. Na blogu zaś witam mielonymi kulkami. Super! A gdzie przepisy na te cuda? Cuda nie cuda, ale jestem z nich dumna. Nie tylko kulinarnie.


poniedziałek, 1 września 2014

Światowe zupy z plagiatem w tle. Podsumowanie akcji

Moja pierwsza durszlakowa akcja zakończona. Poniżej jej podsumowanie. Muszę powiedzieć, że niektóre przepisy na prawdę mnie zaintrygowały i jestem w stanie pokusić się o ich wykonanie. Ale żeby nie było tylko miło i słodko, trafił się jeden plagiat! Wykryto go i wpis został natychmiast usunięty. 


Żurawinowo. Leniwie. I jeszcze raz kalafiorowo

Zaniemogłam. Ponownie. Auuuć! Przypomniała sobie o mnie uropatogenna paskuda. A matka głowi się i stęka. Normalnie zapodałabym furaginę. Normalnie kiedyś nie cyckowalam. Drugie auuuć! Odpaliłam Wielospecjalistyczną Przychodnię Google i czytam. A tu... brać. Nie można. Sik żółty. Mleko żółte. Odciągaj. Nie trzeba odciągać. Trzecie auuuć! I zonk! Ostatecznie leczę się żurawiną, popijam herbatką i wygrzewam. Total leniuch. Auuuć :P

Wszystkie chwyty dozwolone czyli zapraszam na śniadanie z jajem

Chyba się uzależniłam. Od kolaży. I od akcji na Durszlaku. Wiem, to brzmi trochę dziwnie. Ale zauważyłam, że ostatnio gotowanie sprawia mi radość głównie z tych powodów. Ugotować. Sfotografować. Dołączyć. Choć nadal gotuję też dla Stwórcy ;) A oto dowód. Trochę oklepany, ale w klimacie akcji. Taki... z jajem!